Nie dzwonię do niego, nie piszę, nie osaczam go więc nie wiem dlaczego - "wychodzi" ta walka po trupach. Cieżko mi jest, ale uważam, że muszę pogodzić się z jego decyzją i "zachować twarz". Nie ma bowiem nic bardziej żałosnego jak kobieta nie umiejąca pogodzić się z odejściem mężczyzny